Dlaczego właśnie crowdfunding?

with Brak komentarzy

Gdy pracowałam w korporacji i analizowałam transakcje finansowania przedsięwzięć na rynkach zagranicznych, zawsze z wypiekami na policzkach czytałam o graczach, którzy swoimi inwestycjami zmieniają losy startupów i dojrzałych firm. Marzyłam, aby wyszukiwać ciekawe projekty i w nie inwestować, doradzać, a potem czerpać zyski dokładnie tym samym sposobem, w jaki robili to oni. Dlatego też moim ulubionym programem telewizyjnym stał się Dragon’s Den. Jednak dość szybko pojawiły się pierwsze wątpliwości. Po pierwsze, dlaczego los przedsiębiorstwa zależeć ma od „widzi-mi-się” jednego inwestora? A po drugie – skąd wziąć takie pieniądze?

Weźmy na przykład Captive Media i ich toaletową grę (gra jedynie dla mężczyzn, przeznaczona na czas czynności fizjologicznych, artykuł po angielsku tutaj). Aniołowie biznesu, którzy znaleźli się w programie, nie zainwestowali w toaletową gierkę, za to tłum bardzo chętnie. Otworzyło im to też drogę do kolejnych rund finansowych. Czy to znaczy, że tylko tłum ma rację? Absolutnie nie. Kluczem jest dotarcie do odpowiedniego człowieka – tego, który zapłaci. Jeśli tych ludzi jest więcej – świetnie.

Nie muszę zatem mieć milionów na koncie, by finansować kreatywne projekty – wystarczy grupa ludzi, która zgadza się z wizją projektu i chce go wspierać.

Odkrycie tego, czym jest crowdfunding, naświetliło mi drogę do dalszego rozwoju zawodowego. Okazuje się, że mogę wpłacić stosunkowo niewiele, ale jeśli tysiąc innych osób, podobnych do mnie, wpłaci równie niewiele, to już mamy całkiem niezłą sumę!

 

Pieniądze to nie wszystko.

Lubię, gdy projektodawca nie stawia zdobycia pieniędzy jako jedynego celu swojego działania i powodu wyboru crowdfundingu. To narzędzie daje zdecydowanie więcej: to świetna weryfikacja rynku, dotarcie do pierwszych klientów, którzy płacą za coś, co jeszcze nie jest gotowe (najlepiej!), to dotarcie do innych metod finansowania i genialne narzędzie marketingowe.

Nie twierdzę, że crowdfunding jest dla każdego i że kampania zawsze się uda. To ciężka praca, wiele trudnych sytuacji do pokonania, ale na końcu zawsze czeka ta niepowtarzalna satysfakcja, gdy pojawiają się nowe wpłaty, a wspierający dają znać, że już nie mogą się doczekać realizacji planu!

 

A co jeśli się nie uda?

Niezrealizowany projekt może okazać się świetną lekcją – wszystko zależy od tego, jak podejdziemy do tematu. Jeśli ludzie nie wpłacają na Twój projekt, może okazać się, że zaoszczędzisz mnóstwo czasu i energii, bo w ten sposób z miejsca otrzymujesz informację zwrotną, że projekt nie jest aż tak atrakcyjny, jakbyś tego chciał. To się zdarza. Warto przeanalizować, co poszło nie tak i z tą wiedzą spróbować jeszcze raz.

W tym miejscu zawsze najlepszym sprzymierzeńcem okazuje się czas. W końcu – tylko ten, kto nic nie robi, nie ponosi porażek. A z perspektywy czasu taka porażka może okazać się jedną z cenniejszych nauk, która wróci do nas w momencie, gdy najmniej się tego spodziewamy.